Wreszcie weekend. Religia, Izrael, laba dom.

Rozpoczął się długi weekend. Aż cztery dni. Chociaż…można mówić o 5 dniach laby.

W piątek, co to za nauka, szczególnie przed dwa razy dłuższym weekendem niż zwykle…

Dzisiaj na pierwszej lekcji mieliśmy religię. Oczywiście połowa na nią leje, ja akurat nie, bo to mój “konik”, pasja. No cóż, do rzeczy. Kończymy historię Izraela, oczywiście wszyscy narzekają, bo zbliża się klasówka. Ja się tym nie przejmuję.

Po Religii przyszedł czas na historię. Pan P. (Facet od historii) jest spoko, ale dziś (szczególnie przed czterodniową labą) większość ziewała i przysypiała. Zresztą Pan prof. P też….  Po historii nastąpiła Biologia, później informatyka i fizyka. Z Matmy nas zwolnili…

Ogólnie w szkole jest nudno. Nic się nie dzieje. Po za tym, że zrobiono nowe wybory i klasa wybrała mnie na przewodniczącą. No i po za małym incydentem…

Na Biologii w Środę przysnęłam (późno chodzę spać, gdyż czytam masę książek) . Gdy się zorientowałam, że muszę spakować plecak i iść na fizykę, ludzie już wychodzili z klasy. Zrobiłam to błyskawicznie, ale Długa (Biologica) nie zauważyła mnie, zamknęła drzwi na klucz i poszła. Oczywiście darłam się, waliłam w drzwi, ale na korytarzu jest taki hałas, że nikt mnie nie usłyszał.

Stwierdziłam, że przeczekam przerwę, napewno ktoś tu przyjdzie na lekcję i otworzą drzwi. Podczas przerwy zaczęły mnie męczyć śmieszne myśli, typu “Będą jaja jak nikt tu nie przyjdzie” itd. Tzn. Wtedy były śmieszne później już nie.

Nikt nie przyszedł na lekcję.


Wyobraziłam sobie siebie, spędzającą noc w szkolnej klasie. Rozejrzałam się po klasie za czymś co by mi pomogło w wydostaniu się z niej. I wpadłam na genialny pomysł. Klasa jest na parterze, więc wyjdę oknem. Pierwsze drugie okno, nie ma klamki -.- Ale na szczęście w trzecim była. Otworzyłam je i spojrzałam w dół, ze dwa metry to, to miało. Doświadczenie nauczyło, że ja w takich skokach nie mam farta… Ale raz się żyje…

Przerzuciłam książki i plecak. Wlazłam na parapet i skoczyłam. Dzięki Bogu, nic sobie nie zrobiłam (kiedyś w podobny sposób skręciłam sobie kostkę…ale to inna historia. No ale teraz skakałam na trawę …) . Podniosłam plecak, książki i zbiegłam z górki (ha! tam jest taka omurowana górka, bez niej pewnie by było ze 3,5 metra… i to jest niby parter -.- ) do głównego wejścia.

Jakaś klasa wychodziła na wycieczkę więc wmieszałam się w tłum i niepostrzeżenie znów wylądowałam w szkole. Pobiegłam na Fizykę i w efekcie spóźnienie = 10 minut.

Co do szkoły, to mamy troszkę marnie. Nasz budynek jest w remoncie, a nas przenieśli do jakiegoś gim. Za fajnie nie jest. Nauczyciele z gimnazjum nie są dla nas mili, wręcz chamscy. Wszystko co złe to licealiści itd. Ale już nie będę się rozpisywać na nowy temat…

Oficjalnie idę spać, a nie oficjalnie, poczytać książki w łóżku. Bye.

Dodaj komentarz